Pamiętnik

V. Rowerzysta

07.07.2025


Wróćmy jeszcze do poprzedniego miejsca, bo na jednej próbie się nie skończyło...

        Ślepa uliczka na łące nie do końca się kończyła, bo w momencie gdy urywał się asfalt zaczynała się polna ścieżka, która przecinała łąkę na wskroś. Skrót prowadził do mostu na rzece, ale pod nim do torów kolejowych którymi trzeba było przejść, więc raczej nikt się tamtędy nie zapuszczał, a jak już to bardzo rzadko. Łąki były miejscem zalewowym, więc teren był bardzo otwarty. To było cudowne miejsce dla tak niedoświadczonej osoby, można było poczuć się jak w miejscu publicznym, na łonie natury, choć praktycznie było tu pusto. Dosyć często tu przychodziłam. Działka moich dziadków była bardzo blisko, praktycznie po drugiej stronie ulicy przy której była stacja gazu. Budziło to dodatkowo miłe wspomnienia.

        Tego dnia była jesień. Liści spadło sporo, ale przez to że było trochę wilgotno nie szeleściały. Szłam drogą asfaltową i dostrzegłam przez ścianę jesiennych badylastych krzewów męską postać, która na rowerze zbliżała się w moją stronę. To był właśnie ten moment, ta okazja, że aż moje rozgrzane krocze w jednej chwili zwilgotniało kiedy zsunęłam z siebie jeansowe spodnie razem z majtkami. Na lekko ugiętych nogach wypięłam się tak, aby eksponować pośladki w pełnej okazałości. Wśród cienkich jesiennych drzew, nawet nie było możliwości ukryć się za nimi. Droga, którą pokonywał rowerzysta nie miała nawet dzikiej ścieżki, więc miałam pełne prawo nie spodziewać się nikogo nadchodzącego z tej strony. Niesamowite dreszcze wymieszane z dretwieniami były rozkosznie przyjemne i co ciekawe najpierw wypełniły moje uda, zaraz potem brzuch. Zamknęłam oczy i przygryzłam wargi. Słyszałam tylko rower który się zbliża i czułam się jak dotąd nigdy. Koła w rowerze musiały się zatrzymać, bo straciłam z radaru ten charakterystyczny dźwięk. Nie byłam pewna co wydarzy się za chwilę, ale w każdej chwili byłam gotowa zasymulować zmieszanie i szybko zacząć się ubierać. Poprawiłam swoją posturę, prostując jedną, potem drugą nogę starając się przy tym fajnie zakręcić tyłkiem. Było mi tak dobrze i chwila trwała ciągle, jakby wieczność. Choć w rzeczywistości trwało to pewnie około minuty. Ciężko oddać to słowami, co jeszcze wtedy czułam.

        Usłyszałam nagle dźwięki łąki szeleszczącej pod wpływem stawianych kroków, więc wsunęłam na siebie majtki, powoli poprawiając spodnie. Kiedy już nie mogłam dłużej tego przeciągać, założyłam w końcu spodnie i zapinając guzik obróciłam głowę do tyłu. Mężczyzna był już kawałek dalej, okazało się że widząc mnie stanął na chwilę, potem poprowadził rower na około żeby mnie minąć. Poszłam niewinnie w jego stronę. Miałam ochotę tak po prostu niby nieświadomie jeszcze się z nim minąć. Nie udało się, bo kiedy obszedł drogę z boku, wsiadł znów na rower i pojechał w stronę mostu. Myślę, że mógł mieć około 40 lat. Czułam się całkowicie rozdziewiczona jako ekshibicjonistka. Masturbując się potem w domu, fantazjowałam że tę chwilę niczym na kliszy będzie przechowywał być może do końca życia.


Wasze komentarze nakręcają mnie do dalszego prowadzenia bloga... ✍🏻

Załóż darmową stronę internetową! Ta strona została utworzona w kreatorze Webnode. Stwórz swoją własną darmową stronę już teraz! Rozpocznij